Tytułowe zdanie pada mimochodem, brzmi uspokajająco i na pierwszy rzut oka zamyka temat. Problem w tym, że nie zawsze oznacza, że pieniądze faktycznie są już w drodze.
To zdanie ma jedną niebezpieczną właściwość – usypia czujność. Przedsiębiorca, który je słyszy, często odpuszcza, nie sprawdza, nie dopytuje, daje kontrahentowi czas. Tyle, że właśnie ten czas jest tutaj najdroższy. Często opóźnienie, które „miało być chwilowe”, zaczyna się wydłużać. Jeden dzień zmienia się w tydzień, tydzień w miesiąc, a płatność nadal nie pojawia się na koncie.
W międzyczasie firma funkcjonuje normalnie. Musi regulować swoje zobowiązania, wypłacać wynagrodzenia, opłacać faktury. Brak jednej płatności rzadko jest problemem samym w sobie, ale kilka takich sytuacji potrafi skutecznie zachwiać płynnością finansową. Tak właśnie powstaje efekt domina. Ktoś nie zapłacił Tobie, więc Ty zaczynasz spóźniać się wobec innych.
Warto też spojrzeć na drugą stronę. Kontrahent nie zawsze działa w złej wierze. Czasem naprawdę planował zapłatę, ale zabrakło środków. Czasem odkłada płatności, próbując „zarządzać” swoją płynnością kosztem innych. Innym razem po prostu kupuje sobie czas, licząc na to, że temat nie będzie pilnowany. Niezależnie od przyczyny efekt jest ten sam, pieniędzy nadal nie ma.
Z tego też powodu w zarządzaniu należnościami kluczowa jest nie deklaracja, ale fakt. Profesjonalne podejście polega na tym, by oddzielić słowa od rzeczywistości i reagować na to co faktycznie ma miejsce. Spokojnie, rzeczowo, ale konsekwentnie, bez odkładania tematu „na później”, bo w biznesie to nie obietnice, a fakty budują stabilność finansową.
Warto pamiętać, że każde „przelew już wyszedł”, które nie kończy się faktycznym przelewem, ma swoją cenę. Najczęściej znacznie wyższą, niż się początkowo wydaje.